Archiwum kategorii 'Wycieczki rowerowe'

08
lip
08

Rajd na Mazurskie Piramidy

W dniach 5-6 lipca 2008 roku wziąłem udział w rowerowym Rajdzie na Mazurskie Piramidy. Tradycyjnie, ze względu na „rewelacyjne” połączenia z Braniewa, musiałem wstać o 4.00 i już o 5.20 jechałem pociągiem do Olsztyna. Na dworcu w Olsztynie, po jakimś czasie, stawili się uczestnicy rajdu: Justyna i Marta z Akademickiego Klubu Turystycznego w Olsztynie, mój klubowy kolega Głowa (zarazem główny organizator wycieczki) oraz Michał, którego poznałem na kursie znakarzy szlaków rowerowych w Elblągu. Przyjechał również Em4, który ze względu na inne obowiązki nie mógł z nami pojechać, chociaż w jego oczach widać było wyraźnie iskierkę mówiącą: wsiadaj Krzysiu do pociągu ;)

Sobota (05.07.2008r.)

Trasa: Kętrzyn – Gierłoż – Radzieje – Mamerki – jez. Mamry (nocleg) – dł. trasy: 43 km

Po załadowaniu rowerów do pociągu (oczywiście nie obyło się bez komentarzy konduktora i pasażerów) wyruszyliśmy do Kętrzyna. Na dworcu w Kętrzynie zastał nas całkiem porządny deszcz, ale biorąc pod uwagę prognozy pogody mówiące, iż deszcze będą przelotne, postanowiliśmy poczekać na ładniejszą pogodę. Po jakieś godzinie deszcz ustał i podjęliśmy decyzję, że ruszamy w drogę. Pierwszym celem naszej podróży był sklep rowerowy w Kętrzynie, ponieważ Marta chciała kupić zapasową dentkę. Po zakupach w sklepie rowerowym i uzupełnieniu zapasów w spożywczaku ruszyliśmy do Gierłoży. Gierłoż stanowi nie lada atrakcję, ponieważ znajdują się w niej pozostałości po kwaterze Adolfa Hitlera, która składała się z 80 żelbetonowych bunkrów zbudowanych w zaskakująco krótkim czasie, pomiędzy 1940 r. a 1941 r. Wódz Rzeszy przebywał tu od czerwca 1941 r. do listopada 1944 r. Oczywiście, nie obyło się bez eksploracji bunkrów, a ich wielkość i ilość zrobiła na nas imponujące wrażenie.

Bunkry w Gierłoży

Bunkry w Gierłoży

Justyna, Marta, Głowa i ja na jednym z bunkrów w Gierłoż

Justyna, Marta, Głowa i ja na jednym z bunkrów w Gierłoży

Po krótkiej lekcji historii ruszyliśmy w kierunku miejscowości Mamerki. Po drodze, w miejscowości Radzieje, zastała nas burza i porządny deszcz. Justyna, Michał i ja schowaliśmy się w klatce schodowej bloku, natomiast Głowa i Marta schowali się w namiocie przy byłym dworcu kolejowym. Po osłabnięciu deszczu ruszyliśmy do Mamerek. Ale już po kilku kilometrach czekała na nas powtórka z rozrywki – trafiliśmy znowu na deszcz.

)

Uwielbiamy deszczyk :)

Na szczęście po ok. kilometrze dojechaliśmy do punktu gastronomicznego, w którym mogliśmy się schronić przed deszczem. Troszkę nas deszcz zmoczył, więc postanowiliśmy zatrzymać się na chwilę, wysuszyć i wypić coś ciepłego. We wspomnianym barze można napić się kawy, herbaty, rosołku, zjeść kiełbaskę z grilla, flaczki czy zapiekankę (ceny całkiem przystępne). Po posiłku znowu pokazało się słoneczko, więc postanowiliśmy zwiedzić sieć 30 niezniszczonych bunkrów z okresu II wojny światowej. Bunkry naprawdę robią wrażenie (ściany szerokie nawet na 7 metrów), a na jednym z nich znajduje się taras widokowy.

Justyna i ja na tarasie widokowym umieszczonym na jednym z bunkrów w Mamerkach

Justyna i ja na tarasie widokowym umieszczonym na jednym z bunkrów w Mamerkach

Ostatnim etapem tego dnia było znalezienie miejsca na nocleg. Zgodnie ze starą tradycją, chcieliśmy rozbić się gdzieś na dziko, ale podczas poszukiwań miejsca na nocleg trafiliśmy na fajne pole namiotowe nad jez. Mamry.

Widok na jezioro z pola namiotowego

Widok na jezioro z pola namiotowego

Małżeństwo prowadzące pole jest naprawdę miłe, a ceny śmieszne. Płaci się jedynie 5 zł. Za namiot (nikogo nie obchodzi ile osób w nim śpi), nie pobierają nawet opłat za samochód. Pole jest miejscem spokojnym i bez obaw można się w nim rozłożyć. Po rozstawieniu namiotów postanowiliśmy się wykąpać :) Ze względu na silny wiatr na kąpiel zdecydowałem się tylko ja i Głowa ;) Po kąpieli przyszedł czas na ognisko. Było miło, ale strasznie wiało, więc długo nie posiedzieliśmy. W międzyczasie dołączył jeszcze do nas Daniel z AKT Olsztyn, który wracał z samotnych podbojów Suwalszczyzny.

Wieczorne ognisko

Wieczorne ognisko

Niedziela (06.07.2008r.)

Trasa: Zwierzyniecki Róg – Ruska Wieś – Węgorzewo – Czerwony Dwór – Droglewo – Więcki – Kolonia Budry – Budry – Budzewo – Brożajcie – Mieduniszki Wielkie – Rapa – Banie Mazurskie – Wólka – Grodzisko – Kuty – Przytuły – Sapieniec – Pozezdrze – Pieczarki – Świdry – Gajewo – Giżycko

Długość trasy: 83 km

Obudziliśmy się o godzinie 7.00. Po opuszczeniu namiotów wzięliśmy się za pakowanie, a Michał w międzyczasie wymienił dziurawą dętkę. Justyna i Marta podjęły decyzję, że wracają do domu autobusem. Próbowaliśmy z nimi pertraktować, ale ciężko jest wygrać z kobietami ;) Więc, pogodzeni z myśli, iż dalszą drogę będziemy kontynuować w „samczym” gronie, pojechaliśmy z nimi na dworzec PKS w Węgorzewie. Oczywiście, kierowca autobusu na myśl, że ma zabrać do środka 2 rowery nie był zbytnio zadowolony;) Ale dziewczynom udało się go jakoś przekonać, a my zajęliśmy się załadunkiem rowerów na tył autobusu. Po strasznie sentymentalnym pożegnaniu dziewczyny odjechały autobusem, my natomiast ruszyliśmy zobaczyć główny cel naszej wycieczki – Piramidę w Rapie.

(

Samotni jeźdźcy - już bez pań :(

Z Węgorzewa pojechaliśmy drogą nr 650 przez Czerwony Dwór, Droglewo, Więcki, Kolonia Budry do miejscowości Budry, następnie skręciliśmy w drogę prowadzącą przez Budzewo do Miednuszek Wielkich, a stamtąd pojechaliśmy do Rapy. Droga pomiędzy Budrami i Miednuszkami była niezwykle urozmaicona – pierwszy odcinek to elegancki asfalt i zero samochodów, natomiast dalszy odcinek to polna droga, z kałużami itp. No ale co to za rajd, jak nie się rowery błotem nie pochlapią. W Rapie czekał na nas kulminacyjny punkt naszego rajdu – Piramida. Pomysłodawcom piramidy był baron Friedrich von Fahrenheid. Zafascynowany starożytnym Egiptem zlecił budową piramidy na terenie swojego majątku. Budowę piramidy zakończono w 1811 roku. Przeznaczeniem tej budowli miało być przechowywanie doczesnych szczątków Fahrenheidów, a panujące w niej warunki miały sprzyjać mumifikacji ciał. I rzeczywiście, szczątki osób pochowanych w tej piramidzie zachowały się w świetnym stanie! Piramida zbudowana jest na podstawie kwadratu o boku 10m. Ogólna wysokość to 15,9 m. Zewnętrzne ściany mają nachylenie ok. 70 stopniu, natomiast wewnętrzne ściany są pochylone, podobnie jak w piramidzie Cheopsa pod kątem 51,52 stopni. Przez okna piramidy widać trumny, w których złożeni są członkowie rodziny von Fahrenheid, oraz ciało budowniczego piramidy. Jeszcze kilka lat temu trumny były otwarte i przez okna można było zobaczyć zamumifikowane zwłoki.

Piramida w Rapie

Piramida w Rapie

Po zwiedzeniu piramidy ruszyliśmy do Giżycka (przez Banie Mazurskie, Kuty, Pozedrze, Pieczarki, Gajewo). Trasa do Giżycka była bardzo zróżnicowana – część pokonaliśmy asfaltem, natomiast kilka kilometrów przejechaliśmy przez las, a droga przypominała trasy znane z zawodów MTB ;) Lubię takie trasy, ale biorąc pod uwagę, iż na bagażnikach mieliśmy całkiem spore obciążenie, a ja jechałem na oponach o szerokości 1,4 cala, w niektórych miejscach mieliśmy małe problem ;) Mówię Wam – świetnie się zjeżdża leśną drogą z obciążenie i 40 km/h na liczniku.

Ok. godziny 16.00 dotarliśmy do Giżycka. W bankomacie uzupełniliśmy nasze portfele, a w przydworcowej knajpie nasze żołądki. O godzinie 17.03 wyjechaliśmy pociągiem z Giżycka do Olsztyna. Oczywiście, w pociągu był szał, bo poza naszymi 3 rowerami znalazły się jeszcze 2 rowery pewnej parki, a w Kętrzynie dosiadł się jeszcze Daniel ze swoim rowerem. Biedni pasażerowie znowu musieli skakać ;) Po dojechaniu do Olsztyna, zgodnie ze starą tradycją, poszliśmy na zapiekanki:) Po kolacji pożegnałem kolegów, a sam poszedłem na pociąg do Braniewa.

Podsumowując, rajd muszę uznać za niezwykle udany. Wartości krajoznawczo – historyczne przebytej trasy są nie do ocenienia. Pewnie zatwardziali kolaże stwierdzą, iż 40 km w ciągu jednego dnia to porażka, ale czasami od maratonów ważniejsze jest to, aby coś wartościowego zobaczyć, aby spędzić miło czas z przyjaciółmi. Mam nadzieję, że w tym składzie będzie mi dane przeżyć nie jeden rajd.

P.S.

Autorami zdjęć są Głowa i Michał. Więcej zdjęć z rajdu można obejrzeć pod adresem http://picasaweb.google.com/glowa.sailor/RajdRoweremDoPiramidyWRapie

17
cze
08

wysoczyzna elbląska

Data wycieczki: 14.06.2008r.

Trasa: Elbląg – Rubno Wielkie – Kamionek Wielki – Połoniny – Suchacz – Kadyny – Tolkmicko – Pogrodzie – Narusa – Frombork – Stępień – Braniewo (64 km)

Zobacz trasę wycieczki

Od zakupu mojego nowego roweru minęły 2 miesiące. Muszę przyznać, że przez ten okres rower był dosyć mocno eksploatowany, więc postanowiłem udać się do sklepu w którym go kupiłem w celu jego przeglądu. Mieszkam w Braniewie i z przykrością muszę przyznać, że w tym 19-tysięcznym mieście nie ma żadnego porządnego sklepu rowerowego, więc byłem zmuszony kupić go w odległym o 43 km Elblągu. W związku z powyższym na przegląd musiałem dostać się jakoś do Elbląga. Pewnie, że można rowerem, ale w piątek dosyć późno wróciłem z pracy, więc postanowiłem, że pojadę jedynym pociągiem, który jedzie z Braniewa do Elbląga. W Elblągu byłem dopiero ok. godz. 21.00, więc siłą rzeczy na przegląd musiałem poczekać do rana. Zatrzymałem się u mojej cioci, rower zaparkowałem na balkonie, a z samego rana dostarczyłem go do sklepu. Po jakichś dwóch godzinach odebrałem swój rower i muszę przyznać, że Panowie ze sklepu spisali się rewelacyjnie :) Wszystkie śrubki dokręcone, przerzutki i hamulce wyregulowane na nowo, wszystkie części pięknie wyczyszczone i nasmarowane. Dodam jeszcze, iż wszystko to zostało wykonane w ramach gwarancji, czyli za free (nie wiem, czy jest to normalna praktyka w sklepach rowerowych, ale naprawdę byłem pod wrażeniem). Z racji tego, że ostatni (a właściwie jedyny) pociąg do Braniewa odjeżdża ok. godz. 9.00, a rower odebrałem ok. godz. 11.00 postanowiłem sobie zrobić tego dnia małą wycieczkę do domu ;)

Pierwsze kilometry przejechane tego dnia poświęciłem na zwiedzanie Elbląga, a dokładniej elbląskiej starówki. Muszę przyznać, że w ciągu kilku lat Elbląg z przeciętnego i szarego miasta stał się pięknym miejscem przyciągającym wielu turystów. Osobom zwiedzającym elbląską starówkę polecam kościół katedralny św. Mikołaja, którego powstanie datowane jest na XIII-XV w., przebudowany po pożarze w końcu XVIII w., z cennym wyposażeniem wnętrza (późnogotyckie tryptyki, gotyckie drewniane figury apostołów w nawie głównej, chrzcielnica brązowa z XIV w.) oraz Bramę Targową z IV wieku.

Kościół katedralny św. Mikołaja

Oczywiście to nie jedyne atrakcje elbląskiej starówki, ale moim zdaniem najbardziej charakterystyczne.

Po zwiedzeniu starówki udałem się w kierunku Zatoki Elblaskiej przejeżdżając przez miejscowości Rubno Wielkie, Jagodna, Kamionek Wielki do Połonin. Pomiędzy Kamionkiem Wielkim i Połoninami znajduje się pomnik postawiony w miejscu gdzie w latach 1942-1945 znajdowała się filia obozu koncentracyjnego Stutthof, której więźniowie pracowali w miejscowej cegielni.

Pomnik więźniów obozu Stutthof

Jadąc z Połonin w kierunku Suchacza trafiłem na dosyć długi i kręty odcinek pod górkę, ale na szczęście po kilku minutach podjazdu równie długim i krętym odcinkiem zjechałem w dół, aż do Suchacza. Niedawno w prasie przeczytałem, że ze względu na poprawę czystości wód Zalewu Wiślanego pierwszy raz od 30 lat została dopuszczona kąpiel na plaży w Suchaczu. Niestety, ze względu na stosunkowo niską temperaturę powietrza i silny wiatr jedynymi spotkanymi plażowiczami była podchmielona grupa 15-16 latków. W związku z powyższym po krótkim odpoczynku postanowiłem jechać do Kadyn. Po drodze spotkała mnie powtórka z rozrywki – najpierw długi i wyczerpujący podjazd, a następnie wspaniały zjazd, aż do samych Kadyn. Kadyny to niewielka miejscowość położona nad Zalewem Wiślanym, ale za to bardzo urokliwa. W Kadynach znajdują się ruiny kościoła z I połowy XVIII w., Barokowy pałac z końca XVII wieku którego budynki gospodarcze są dziś luksusowym hotelem. W Kadynach funkcjonuje Państwowa Stadnina Koni hodująca konie rasy wielkopolskiej i szlachetnej półkrwi. Wartym uwagi jest również wspaniały pomnik przyrody – 700 letni dąb im. Jana Bażyńskiego oraz klasztor franciszkański.

Po zwiedzeniu Kadyn udałem się na położoną ok 0,5 km plażę. Plaża jest wspaniała i nie ustępuje nadmorskim kurortom.

Plaża w Kadynach

Na jej terenie znajdują się toalety, punkty gastronomiczne w których można za całkiem przyzwoite pieniądze zjeść smaczną rybkę (i nie tylko), boisko do siatkówki itp. Na plaży poznałem dwóch rowerzystów z Lidzbarka Warmińskiego, z którymi miałem przyjemność zjeść pyszny obiad. Po posiłku i krótkiej wymianie doświadczeń rozstaliśmy się, ponieważ oni jechali w kierunku Suchacza, a ja właśnie z Suchacza przyjechałem ;)

Odpoczynek w Tolkmicku

Z Kadyn przez Kikoły i Janówek dojechałem do Tolkmicka, a dalej przez Pogrodzie i Narusę do Fromborka. We Fromborku, zresztą już tradycyjnie, odwiedziłem molo, wypiłem wspaniałą kawkę w pobliskiej knajpce, a następnie udałem się do Braniewa.

Wzgórze Katedralne - widok z molo

Wycieczkę muszę uznać za bardzo udaną :) Teren Wysoczyzny Elbląskiej to moim zdaniem idelane miejsce do uprawianie turystki rowerowej – podjazdy, zjazdy, bardzo mały ruch, piękne widoki na Zalew Wiślany, wspaniałe zabytki, jednym słowem wszystko to, co tygryski lubią najbardziej ;)

16
cze
08

Moja pierwsza “wyprawa” rowerowa

Turystyka, odkąd sięgam pamięcią, była moją największą pasją. Śmieje się, że wyssałem zamiłowanie do podróżowania z mlekiem matki, ponieważ moi rodzice przez wiele lat aktywnie uprawiali turystykę będąc członkami Klubu Turystycznego „FIGA”, którego ja jestem również członkiem. Moje turystyczne początki to rajdy harcerskie, później były rajdy piesze organizowane przez wspomnianą wyżej Figę. Prawdziwego bakcyla na poznawanie świata załapałem kilka lat temu, kiedy to w wyniku zupełnego przypadku wyjechałem na dwutygodniowy rajd górski po Tatrach i Podhalu z Klubem Turystyki Górskiej „Grań” z Olsztyna. Był to mój pierwszy tak długi rajd i chyba najlepszy z dotychczasowych. Podczas tych dwóch tygodni poznałem ludzi z którymi dane mi było dzielić wiele wspaniałych chwil – byliśmy m.in. w słowackich górach, na Węgrzech, w Austrii, w Górach Świętokrzyskich, Bieszczadach… Jednak z natury jestem człowiekiem poszukującym nowych wyzwań i szukałem czegoś nowego. Turystyka piesza jest wspaniała, ale ludzkie nogi, ze względu na ograniczone możliwości pokonywania dużych dystansów, stanowią ograniczenie w poznawaniu świata. W ten oto sposób wpadłem na pomysł aby spróbować czegoś nowego i postanowiłem kupić rower :) Mój wybór padł na rower Author Reflex 2008 i po przejechaniu ok. 1000 km muszę przyznać, że był to świetny wybór.

Pierwsze 2 tygodnie mojego rowerowania ograniczały się do maksymalnie 50 kilometrowych wycieczek po okolicach Braniewa. Moim pierwszym dłuższym sprawdzianem miała być trasa Elbląg-Sztutowo-Elbląg Braniewa, która miała odbyć się w ramach Warmińskiego Rajdu Rowerowego. Niestety, okazało się, że nie było chętnych na tę trasę, więc postanowiłem, że przejadę ją sam. W międzyczasie okazało się, że zaprzyjaźniona klasa z Gimnazjum w Ornecie ma biwak w Bogaczewie, więc postanowiłem zmienić trasę i odwiedzić moich znajomych z rajdów „Braniewska Wiosna” i „Braniewska Jesień”.

Dzień 1 (06.06.2008 )

Trasa: Braniewo – Pieniężno – Henrykowo – Orneta – Miłakowo – Boguchwały – Wilnowo – Kretowiny – Bogaczewo (98 km)

Z Braniewa wyjechałem o godz. 7.00. Pierwszym etapem mojej wycieczki był dojazd do Pieniężna. Odcinek ten przejeżdżałem już kilkukrotnie, więc można powiedzieć, że to był rutyna ;) Pieniężno to miasto które darzę sentymentem. Z racji tego, że zwiedzałem je wielokrotnie, tym razem ograniczyłem się jedynie do przystanku w sklepie ;) Dla tych co w Pieniężnie nie byli polecam zwiedzić Klasztor Księży Werbistów, w którym znajduje się wspaniałe muzeum etnograficzne oraz rezerwat „Dolina Rzeki Wałszy”. Teren rezerwatu jest głęboko wciętym wąwozem o głębokości 48 do 60m i szerokości od 200 do lOOOm, na dnie którego płynie rzeka Wałsza. Ściany tego wąwozu są bardzo często pocięte bocznymi jarami, którymi spływają stałe i sezonowe strumyki wody. Zapewniam, że rezerwat potrafi zmęczyć zarówno doświadczonych piechurów jak i rowerzystów ;)

Po krótkim posiłku pod sklepem udałem się przez Henrykowo do Ornety. Na temat Ornety, jej historii i zabytków odsyłam do Wikipedii . Po krótkim odpoczynku wyruszyłem drogą nr 528 do Miłakowa, a dokładniej nad znajdujące się w pobliżu Miłakowa jez. Mildzie. Wspaniała pogoda skłoniła mnie do pierwszej w tym roku kąpieli. Oj, co za wspaniałe uczucie po przejechaniu ponad 50 km :) Kąpiel w jeziorze spowodowała, że poczułem się jakbym narodził się na nowo i już po 5 minutach spędzonych w wodzie zapomniałem o przejechanych kilometrach :)

Po jakiejś godzince spędzonej nad jeziorem wyruszyłem w dalszą drogę. Po przejechaniu kilku kilometrów drogą 528 w kierunku Morąga skręciłem w kierunku miejscowości Naryjski Młyn, a dalej przez Roje i Ponary dotarłem do miejscowości Boguchwały. W Boguchwałach uzupełniłem zapasy wody i po krótkiej rozmowie z Panią sklepową udałem się do Wilnowa. Wilnowo to piękna miejscowość położona nad Jeziorem Narie. Obok szosy biegnącej przez wieś znajduje się całkiem miła plażyczka z fajnym pomostem i ławeczkami. Oczywiście, nie potrafiłem oprzeć się pokusie kąpieli i postanowiłem, że zrobię drugi dłuższy odpoczynek. Po jakieś kolejnej godzinie leniuchowania wsiadłem na mojego rumaka i ruszyłem na ostatni etap zaplanowany na ten dzień – do Bogaczewa. W Bogaczewie, korzystając z gościnności wspomnianej klasy z Gimnazjum w Ornecie, zaplanowałem nocleg. Po dotarciu na miejsce biwaku Agnieszka i Kasia (panie nauczycielki) przywitały mnie pyszną kawą :) Co za wspaniałe dziewczyny :) Wieczorem zrobiliśmy sobie ognisko, które ze względu na wspaniałą atmosferę przeciągnęło się do godzin rannych. Niestety, w wyniku tego nie dane mi było długo pospać i już o godzinie 8.00 szykowałem się do dalszej drogi…

Dzień 2 (07.06.2008 )

Trasa: Bogaczewo – Morąg – Pasłęk – Młynary – Wierzno Wielkie – Frombork – Nowa Pasłęka – Braniewo (130 km)

Z Bogaczewa wyruszyłem o godz. 8.30. Po ok. 3 km dojechałem do Morąga. Po szybkim zwiedzeniu miasta udałem się drogą nr 527 do Pasłęka (przez Łączno, Kalnik, Kwitajny, Rogajny). Odcinek, przynajmniej do połowy, jest typu raz po górkę, raz z górki. Dodając do tego niemiłosierny upał muszę przyznać, że trochę dał mi się we znaki. Po dojechaniu do Pasłęka postanowiłem odwiedzić moją rodzinę w pobliskiej miejscowości Robity. Niestety, gdzieś po drodze zgubiłem mapę i wyznając starą zasadę „koniec języka za przewodnika” spytałem się miłej pani o drogę. Ta miła pani tak mnie poprowadziła, że znalazłem się w jakieś tajemniczej miejscowości ok. 9 km od Pasłęka :) Tam spotkałem grupę miejscowych panów, którzy popijali sobie wódeczkę pod domem. Okazało się, że zostali moimi wybawicielami :) Tak miłych ludzi już dawno nie spotkałem – pierwsze co, to zaproponowali mi 50 gram. Niestety, musiałem z wielkim żalem odmówić ;) Panowie wskazali mi najkrótszą drogę do Robit i tak po jakiś 20 minutach jazdy byłem u mojej rodziny :) Po pół godzinnym odpoczynku wsiadłem na rower i pojechałem drogą nr 513 do Młynar (przez Kupin, Kopinę, Bielicę, Burdajny, Osiek, Słobity), a dalej drogą 505 do Fromborka. Po pół godzinnym odpoczynku nad Zalewem Wiślanym wyruszyłem drogą nr 504 w kierunku Braniewa, a po przejechaniu ok. 3 km, tuż za rzeką Bałdą skręciłem w lewo i drogą biegnącą przy samym Zalewie Wiślanym dotarłem do Nowej Pasłęki. W Nowej Pasłęce postanowiłem zatrzymać się na ostatni postój. Po jakiś 15 minutach wyruszyłem do Braniewa (przez Klejnówko i Ułowo).

I w ten oto sposób zakończyła się moja pierwsza ambitniejsza wycieczka rowerowa. W ciągu dwóch dni przejechałem prawie 230 km, a przede wszystkim miałem okazję przetestować sprzęt (bagażnik, sakwy itp.) przed wakacyjną wyprawą do Estonii.