Archiwum dla czerwiec, 2008

17
cze
08

wysoczyzna elbląska

Data wycieczki: 14.06.2008r.

Trasa: Elbląg – Rubno Wielkie – Kamionek Wielki – Połoniny – Suchacz – Kadyny – Tolkmicko – Pogrodzie – Narusa – Frombork – Stępień – Braniewo (64 km)

Zobacz trasę wycieczki

Od zakupu mojego nowego roweru minęły 2 miesiące. Muszę przyznać, że przez ten okres rower był dosyć mocno eksploatowany, więc postanowiłem udać się do sklepu w którym go kupiłem w celu jego przeglądu. Mieszkam w Braniewie i z przykrością muszę przyznać, że w tym 19-tysięcznym mieście nie ma żadnego porządnego sklepu rowerowego, więc byłem zmuszony kupić go w odległym o 43 km Elblągu. W związku z powyższym na przegląd musiałem dostać się jakoś do Elbląga. Pewnie, że można rowerem, ale w piątek dosyć późno wróciłem z pracy, więc postanowiłem, że pojadę jedynym pociągiem, który jedzie z Braniewa do Elbląga. W Elblągu byłem dopiero ok. godz. 21.00, więc siłą rzeczy na przegląd musiałem poczekać do rana. Zatrzymałem się u mojej cioci, rower zaparkowałem na balkonie, a z samego rana dostarczyłem go do sklepu. Po jakichś dwóch godzinach odebrałem swój rower i muszę przyznać, że Panowie ze sklepu spisali się rewelacyjnie :) Wszystkie śrubki dokręcone, przerzutki i hamulce wyregulowane na nowo, wszystkie części pięknie wyczyszczone i nasmarowane. Dodam jeszcze, iż wszystko to zostało wykonane w ramach gwarancji, czyli za free (nie wiem, czy jest to normalna praktyka w sklepach rowerowych, ale naprawdę byłem pod wrażeniem). Z racji tego, że ostatni (a właściwie jedyny) pociąg do Braniewa odjeżdża ok. godz. 9.00, a rower odebrałem ok. godz. 11.00 postanowiłem sobie zrobić tego dnia małą wycieczkę do domu ;)

Pierwsze kilometry przejechane tego dnia poświęciłem na zwiedzanie Elbląga, a dokładniej elbląskiej starówki. Muszę przyznać, że w ciągu kilku lat Elbląg z przeciętnego i szarego miasta stał się pięknym miejscem przyciągającym wielu turystów. Osobom zwiedzającym elbląską starówkę polecam kościół katedralny św. Mikołaja, którego powstanie datowane jest na XIII-XV w., przebudowany po pożarze w końcu XVIII w., z cennym wyposażeniem wnętrza (późnogotyckie tryptyki, gotyckie drewniane figury apostołów w nawie głównej, chrzcielnica brązowa z XIV w.) oraz Bramę Targową z IV wieku.

Kościół katedralny św. Mikołaja

Oczywiście to nie jedyne atrakcje elbląskiej starówki, ale moim zdaniem najbardziej charakterystyczne.

Po zwiedzeniu starówki udałem się w kierunku Zatoki Elblaskiej przejeżdżając przez miejscowości Rubno Wielkie, Jagodna, Kamionek Wielki do Połonin. Pomiędzy Kamionkiem Wielkim i Połoninami znajduje się pomnik postawiony w miejscu gdzie w latach 1942-1945 znajdowała się filia obozu koncentracyjnego Stutthof, której więźniowie pracowali w miejscowej cegielni.

Pomnik więźniów obozu Stutthof

Jadąc z Połonin w kierunku Suchacza trafiłem na dosyć długi i kręty odcinek pod górkę, ale na szczęście po kilku minutach podjazdu równie długim i krętym odcinkiem zjechałem w dół, aż do Suchacza. Niedawno w prasie przeczytałem, że ze względu na poprawę czystości wód Zalewu Wiślanego pierwszy raz od 30 lat została dopuszczona kąpiel na plaży w Suchaczu. Niestety, ze względu na stosunkowo niską temperaturę powietrza i silny wiatr jedynymi spotkanymi plażowiczami była podchmielona grupa 15-16 latków. W związku z powyższym po krótkim odpoczynku postanowiłem jechać do Kadyn. Po drodze spotkała mnie powtórka z rozrywki – najpierw długi i wyczerpujący podjazd, a następnie wspaniały zjazd, aż do samych Kadyn. Kadyny to niewielka miejscowość położona nad Zalewem Wiślanym, ale za to bardzo urokliwa. W Kadynach znajdują się ruiny kościoła z I połowy XVIII w., Barokowy pałac z końca XVII wieku którego budynki gospodarcze są dziś luksusowym hotelem. W Kadynach funkcjonuje Państwowa Stadnina Koni hodująca konie rasy wielkopolskiej i szlachetnej półkrwi. Wartym uwagi jest również wspaniały pomnik przyrody – 700 letni dąb im. Jana Bażyńskiego oraz klasztor franciszkański.

Po zwiedzeniu Kadyn udałem się na położoną ok 0,5 km plażę. Plaża jest wspaniała i nie ustępuje nadmorskim kurortom.

Plaża w Kadynach

Na jej terenie znajdują się toalety, punkty gastronomiczne w których można za całkiem przyzwoite pieniądze zjeść smaczną rybkę (i nie tylko), boisko do siatkówki itp. Na plaży poznałem dwóch rowerzystów z Lidzbarka Warmińskiego, z którymi miałem przyjemność zjeść pyszny obiad. Po posiłku i krótkiej wymianie doświadczeń rozstaliśmy się, ponieważ oni jechali w kierunku Suchacza, a ja właśnie z Suchacza przyjechałem ;)

Odpoczynek w Tolkmicku

Z Kadyn przez Kikoły i Janówek dojechałem do Tolkmicka, a dalej przez Pogrodzie i Narusę do Fromborka. We Fromborku, zresztą już tradycyjnie, odwiedziłem molo, wypiłem wspaniałą kawkę w pobliskiej knajpce, a następnie udałem się do Braniewa.

Wzgórze Katedralne - widok z molo

Wycieczkę muszę uznać za bardzo udaną :) Teren Wysoczyzny Elbląskiej to moim zdaniem idelane miejsce do uprawianie turystki rowerowej – podjazdy, zjazdy, bardzo mały ruch, piękne widoki na Zalew Wiślany, wspaniałe zabytki, jednym słowem wszystko to, co tygryski lubią najbardziej ;)

16
cze
08

Moja pierwsza “wyprawa” rowerowa

Turystyka, odkąd sięgam pamięcią, była moją największą pasją. Śmieje się, że wyssałem zamiłowanie do podróżowania z mlekiem matki, ponieważ moi rodzice przez wiele lat aktywnie uprawiali turystykę będąc członkami Klubu Turystycznego „FIGA”, którego ja jestem również członkiem. Moje turystyczne początki to rajdy harcerskie, później były rajdy piesze organizowane przez wspomnianą wyżej Figę. Prawdziwego bakcyla na poznawanie świata załapałem kilka lat temu, kiedy to w wyniku zupełnego przypadku wyjechałem na dwutygodniowy rajd górski po Tatrach i Podhalu z Klubem Turystyki Górskiej „Grań” z Olsztyna. Był to mój pierwszy tak długi rajd i chyba najlepszy z dotychczasowych. Podczas tych dwóch tygodni poznałem ludzi z którymi dane mi było dzielić wiele wspaniałych chwil – byliśmy m.in. w słowackich górach, na Węgrzech, w Austrii, w Górach Świętokrzyskich, Bieszczadach… Jednak z natury jestem człowiekiem poszukującym nowych wyzwań i szukałem czegoś nowego. Turystyka piesza jest wspaniała, ale ludzkie nogi, ze względu na ograniczone możliwości pokonywania dużych dystansów, stanowią ograniczenie w poznawaniu świata. W ten oto sposób wpadłem na pomysł aby spróbować czegoś nowego i postanowiłem kupić rower :) Mój wybór padł na rower Author Reflex 2008 i po przejechaniu ok. 1000 km muszę przyznać, że był to świetny wybór.

Pierwsze 2 tygodnie mojego rowerowania ograniczały się do maksymalnie 50 kilometrowych wycieczek po okolicach Braniewa. Moim pierwszym dłuższym sprawdzianem miała być trasa Elbląg-Sztutowo-Elbląg Braniewa, która miała odbyć się w ramach Warmińskiego Rajdu Rowerowego. Niestety, okazało się, że nie było chętnych na tę trasę, więc postanowiłem, że przejadę ją sam. W międzyczasie okazało się, że zaprzyjaźniona klasa z Gimnazjum w Ornecie ma biwak w Bogaczewie, więc postanowiłem zmienić trasę i odwiedzić moich znajomych z rajdów „Braniewska Wiosna” i „Braniewska Jesień”.

Dzień 1 (06.06.2008 )

Trasa: Braniewo – Pieniężno – Henrykowo – Orneta – Miłakowo – Boguchwały – Wilnowo – Kretowiny – Bogaczewo (98 km)

Z Braniewa wyjechałem o godz. 7.00. Pierwszym etapem mojej wycieczki był dojazd do Pieniężna. Odcinek ten przejeżdżałem już kilkukrotnie, więc można powiedzieć, że to był rutyna ;) Pieniężno to miasto które darzę sentymentem. Z racji tego, że zwiedzałem je wielokrotnie, tym razem ograniczyłem się jedynie do przystanku w sklepie ;) Dla tych co w Pieniężnie nie byli polecam zwiedzić Klasztor Księży Werbistów, w którym znajduje się wspaniałe muzeum etnograficzne oraz rezerwat „Dolina Rzeki Wałszy”. Teren rezerwatu jest głęboko wciętym wąwozem o głębokości 48 do 60m i szerokości od 200 do lOOOm, na dnie którego płynie rzeka Wałsza. Ściany tego wąwozu są bardzo często pocięte bocznymi jarami, którymi spływają stałe i sezonowe strumyki wody. Zapewniam, że rezerwat potrafi zmęczyć zarówno doświadczonych piechurów jak i rowerzystów ;)

Po krótkim posiłku pod sklepem udałem się przez Henrykowo do Ornety. Na temat Ornety, jej historii i zabytków odsyłam do Wikipedii . Po krótkim odpoczynku wyruszyłem drogą nr 528 do Miłakowa, a dokładniej nad znajdujące się w pobliżu Miłakowa jez. Mildzie. Wspaniała pogoda skłoniła mnie do pierwszej w tym roku kąpieli. Oj, co za wspaniałe uczucie po przejechaniu ponad 50 km :) Kąpiel w jeziorze spowodowała, że poczułem się jakbym narodził się na nowo i już po 5 minutach spędzonych w wodzie zapomniałem o przejechanych kilometrach :)

Po jakiejś godzince spędzonej nad jeziorem wyruszyłem w dalszą drogę. Po przejechaniu kilku kilometrów drogą 528 w kierunku Morąga skręciłem w kierunku miejscowości Naryjski Młyn, a dalej przez Roje i Ponary dotarłem do miejscowości Boguchwały. W Boguchwałach uzupełniłem zapasy wody i po krótkiej rozmowie z Panią sklepową udałem się do Wilnowa. Wilnowo to piękna miejscowość położona nad Jeziorem Narie. Obok szosy biegnącej przez wieś znajduje się całkiem miła plażyczka z fajnym pomostem i ławeczkami. Oczywiście, nie potrafiłem oprzeć się pokusie kąpieli i postanowiłem, że zrobię drugi dłuższy odpoczynek. Po jakieś kolejnej godzinie leniuchowania wsiadłem na mojego rumaka i ruszyłem na ostatni etap zaplanowany na ten dzień – do Bogaczewa. W Bogaczewie, korzystając z gościnności wspomnianej klasy z Gimnazjum w Ornecie, zaplanowałem nocleg. Po dotarciu na miejsce biwaku Agnieszka i Kasia (panie nauczycielki) przywitały mnie pyszną kawą :) Co za wspaniałe dziewczyny :) Wieczorem zrobiliśmy sobie ognisko, które ze względu na wspaniałą atmosferę przeciągnęło się do godzin rannych. Niestety, w wyniku tego nie dane mi było długo pospać i już o godzinie 8.00 szykowałem się do dalszej drogi…

Dzień 2 (07.06.2008 )

Trasa: Bogaczewo – Morąg – Pasłęk – Młynary – Wierzno Wielkie – Frombork – Nowa Pasłęka – Braniewo (130 km)

Z Bogaczewa wyruszyłem o godz. 8.30. Po ok. 3 km dojechałem do Morąga. Po szybkim zwiedzeniu miasta udałem się drogą nr 527 do Pasłęka (przez Łączno, Kalnik, Kwitajny, Rogajny). Odcinek, przynajmniej do połowy, jest typu raz po górkę, raz z górki. Dodając do tego niemiłosierny upał muszę przyznać, że trochę dał mi się we znaki. Po dojechaniu do Pasłęka postanowiłem odwiedzić moją rodzinę w pobliskiej miejscowości Robity. Niestety, gdzieś po drodze zgubiłem mapę i wyznając starą zasadę „koniec języka za przewodnika” spytałem się miłej pani o drogę. Ta miła pani tak mnie poprowadziła, że znalazłem się w jakieś tajemniczej miejscowości ok. 9 km od Pasłęka :) Tam spotkałem grupę miejscowych panów, którzy popijali sobie wódeczkę pod domem. Okazało się, że zostali moimi wybawicielami :) Tak miłych ludzi już dawno nie spotkałem – pierwsze co, to zaproponowali mi 50 gram. Niestety, musiałem z wielkim żalem odmówić ;) Panowie wskazali mi najkrótszą drogę do Robit i tak po jakiś 20 minutach jazdy byłem u mojej rodziny :) Po pół godzinnym odpoczynku wsiadłem na rower i pojechałem drogą nr 513 do Młynar (przez Kupin, Kopinę, Bielicę, Burdajny, Osiek, Słobity), a dalej drogą 505 do Fromborka. Po pół godzinnym odpoczynku nad Zalewem Wiślanym wyruszyłem drogą nr 504 w kierunku Braniewa, a po przejechaniu ok. 3 km, tuż za rzeką Bałdą skręciłem w lewo i drogą biegnącą przy samym Zalewie Wiślanym dotarłem do Nowej Pasłęki. W Nowej Pasłęce postanowiłem zatrzymać się na ostatni postój. Po jakiś 15 minutach wyruszyłem do Braniewa (przez Klejnówko i Ułowo).

I w ten oto sposób zakończyła się moja pierwsza ambitniejsza wycieczka rowerowa. W ciągu dwóch dni przejechałem prawie 230 km, a przede wszystkim miałem okazję przetestować sprzęt (bagażnik, sakwy itp.) przed wakacyjną wyprawą do Estonii.